Prosta historia o „islamskim” terroryzmie

Powstanie ruchu talibów

    W czasie wojny z Rosjanami w Afganistanie powstało siedem komendatur (peszawarska siódemka), jednak po zakończeniu konfliktu komendanci stali się rzezimieszkami niepokojącymi miejscową ludność.

    W 1994 roku jeden z takich rzezimieszków grasujący pod Kandaharem postanowił zabawić się i porwał z pomocą swoich żołnierzy dwie nieletnie dziewczynki z sąsiedniej wsi. Dziewczynki zostały zgwałcone zbiorowo. Wtedy jednooki mułła Mohammad Umar zamieszkujący tę osadę zebrał 16 ludzi uzbrojonych w 32 strzelby i ruszył aby pomścić okrutny czyn wojskowych. Grupa wieśniaków rozgromiła regularną armię, a komendanta, na rozkaz Umara, powieszono na lufie czołgu. Sława jednookiego wojownika ściągała tłumy, ale sam mułła wycofał się i praktycznie nie wychodził ze swojego domu. Jednak przybywający młodzi ludzie uważali się za uczniów Umara, a uczeń po arabsku to talib. Powoli tworzyła się armia talibów. Talibowie nie grabili, nie gwałcili, nie niepokoili ludności i zanim stali się utrapieniem egzekwującym surowe religijne przepisy, byli szanowani przez naród. Jednak w ich głowach zaszczepiono wahabizm, najbardziej restrykcyjną odmianę islamu. Przyczyną była agresja innej religii.

Chrześcijańskie przyczyny islamskiego fundamentalizmu

    Obiektywni znawcy Bliskiego Wchodu często zwracają uwagę na misyjność Kościoła katolickiego jako jedną z głównych przyczyn rodzenia się islamskiej ultraortodoksji. Jest to mimowolna obrona muzułmańskiej społeczności przed najbardziej agresywną religią świata.

    W czasie wojny z Rosjanami Ameryka wsparła Afganistan militarnie, ale poniżyła państwo mentalnie. Na terenach objętych wojną pokazywały się samochody ze znakiem czerwonego krzyża, a trzeba wiedzieć, że świat muzułmański jest bardzo czuły na punkcie religijnej symboliki, powstawały kościoły polowe, zaczynały działać  chrześcijańskie misje. Afgańscy muzułmanie potrzebowali antidotum na zachodnią truciznę i znaleźli lekarstwo w Arabii Saudyjskiej. Przybywający stamtąd na zaproszenie Afgańczyków imamowie uczyli najbardziej ortodoksyjnej odmiany islamu, wahabizmu. Jednak ludność Afganistanu stanowią przede wszystkim niewykształceni mieszkańcy wsi, więc trudno było uczyć zawiłości Koranu. Wahabici skoncentrowali się przede wszystkim na fragmentach opisujących walkę zbrojną w obronie islamu, przewidując, że po wygranej wojnie z Rosjanami kraj będzie nękany duchowo chrześcijańską misyjnością. I naprawdę trudno im się dziwić.

    Do Umara przybywała więc młodzież intelektualnie uzbrojona jedynie w wiedzę o „małym dżihadzie”, czyli walce zbrojnej w obronie religii.[1]

WTC to był tylko biznes

    Gdy Ameryka krzyknęła o ataku na świat chrześcijański po upadku dwóch wież Word Trade Center, media zachodnie nie zaprzeczyły. Jednak zamach nie miał nic wspólnego z wojną religijną, a był jedynie biznesową rozgrywką. Już w 1995 roku amerykański koncern Unocal szykował się do zbudowania rurociągu przesyłającego gaz ziemny i ropę z Turkmenistanu do Pakistanu i Indii, ale negocjatorzy musieli czekać na wynik wojny domowej, aby wiedzieć, czy rozmowy prowadzić z Sojuszem Północnym[2], czy z talibami, bowiem trasa rurociągu miała przebiegać przez tereny Afganistanu. Ponieważ 80 procent kraju znalazło się w rękach talibów, więc Amerykanom nie przeszkadzało łamanie praw człowieka przez wahabickie ugrupowanie i zaczęli rozmowy z uczniami mułły Umara. Jednak talibowie nie znali wprawdzie Koranu poza opisem „małego  dżihadu”, ale pieniądze i zyski pozafinansowe liczyć umieli. Zażądali od Ameryki między innymi likwidacji Sojuszu Północnego, jedynej siły, z którą nie umieli sobie poradzić oraz, prawdopodobnie, większej opłaty za tranzyt wielkiej rury. Ameryka nie tylko odmówiła, ale jeszcze przesunęła „pomoc” z ugrupowania talibów na Sojusz Północny. Tego było za wiele. To była zniewaga, którą należało pomścić na sposób afgański. Najpierw, 9.09.2001 roku, zamordowano Szacha Masuda, lidera Sojuszu Północnego, a następnie uderzono w WTC jako centrum biznesowe Ameryki, bowiem poniżono Afgańczyków właśnie w obszarze biznesu. Zwykłe porachunki w stylu Ojca  Chrzestnego, a nie żadna religijna krucjata. Szkoda tylko, że w tej rozgrywce zginęli cywile.

Terroryzm „islamski” nadzieją chrześcijan na kradzież holocaustu

    Panoszący się terroryzm pod egidą islamu, nad którym nie mogą zapanować również kraje muzułmańskie, stał się nadzieją dla ugrupowań chrześcijańskich, a Kościoła katolickiego w szczególności. Postępujący kryzys chrześcijańskich sekt afirmujących wartości antyduchowe takie jak brud, śmierć, ubóstwo, pokorę, wstrzemięźliwość seksualną, spowodował z jednej strony agresywne, z drugiej bardzo dyskretne zachowanie kleru. Misyjność chrześcijańska w krajach muzułmańskich nie tylko nie zmalała, ale wręcz się nasiliła, a celem stało się nie tylko tzw. nawracanie (właściwie w ogóle to nie jest celem), ale przede wszystkim prowokowanie.

    Kiedy fundamentalizm islamski wzrasta i giną z rąk obłąkanych ortodoksów również chrześcijanie, wówczas Kościół katolicki krzyczy i żąda współczucia. I dostaje je od świata. Przy czym ugrywa jeszcze jedną ważną bo ciągle żywą rzecz. Zabiera Żydom holocaust na własny użytek, nazywając mordy dokonywane przez ISIS holocaustem chrześcijan.

    Prawdopodobnie za kilka, może kilkanaście lat okaże się, że tzw. państwo islamskie to państwo chrześcijańskie lub państwo watykańskie, a nawrócenie żołnierzy ISIS zostanie ogłoszone kolejnym watykańskim cudem.

[1] Dżihad dzieli się na „Mały Dżihad” i „Wielki Dżihad”. „Mały Dżihad” to walka zbrojna w obronie religii, państwa, natomiast „Wielki Dżihad” to walka z własnymi słabościami.

[2] Sojusz Północny – mowa tu o drugim Sojuszu Północnym, czyli układzie zawartym między Tadżykiem Masudem i Uzbekiem Dostumem w 1995 roku. Był to układ wojskowy skierowany przeciwko talibom, a stojący po stronie oficjalnego prezydenta Rabanniego.

Nachszon Krzysztof Lipa-Izdebski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *