Syndrom Jerozolimski

Pewnego dnia pod Murem Zachodnim pojawił się człowiek z pozoru taki sam, jak wielu innych turystów. Podszedł do Muru Zachodniego  i oparł się o sławną Ścianę Płaczu. Robi tak wielu Żydów i nie tylko Żydów podczas modlitwy. Jednak nasz bohater nie modlił się, lecz działał. I to jak!

Zaparł się mocno nogami, napiął mięśnie, nabrał powietrza w płuca i zaczął przesuwać Mur, a ściślej rzecz ujmując, próbował przesunąć. Mocno wierzył,  że jest Samsonem. A właściwie nie wierzył, lecz wiedział, bowiem sam dla siebie naprawdę nim był.

Inny turysta chodził i wykrzykiwał, że jest mesjaszem, jeszcze inny, że królem Dawidem.

To nie byli psychicznie chorzy, ale zupełnie normalni ludzie, a dotknął ich Syndrom Jerozolimski, czyli zespół urojeniowy, który objawia się właśnie w Świętym Mieście. Nazwę tej jednostce chorobowej nadał izraelski psychiatra Jair Bar-El w latach 80. XX wieku. Przyczyną wystąpienia Syndromu jest najczęściej zderzenie głęboko zakorzenionych wyobrażeń o Jerozolimie z rzeczywistością. Niektórym ludziom trudno jest pogodzić wizję Świętego Miasta wyniesioną z Ksiąg z obrazem współczesnej metropolii tętniącej nie tylko religijnym życiem.

Spośród dwóch religii monoteistycznych – judaizmu i islamu, choroba dotyka przede wszystkim wyznawców judaizmu; muzułmanie padają ofiarą syndromu bardzo rzadko.

Jeżeli więc wybierzecie się do Jerozolimy i Twój mąż zacznie rozbierać się do naga, aby włożyć na siebie tylko białe prześcieradło i sandały, nie dyskutuj z nim. Albo dzwoń po pogotowie, albo, jeżeli jesteś w stanie, wywieź go poza Jerozolimę – to jest najlepsze antidotum, które stosują izraelscy lekarze. I nie wyśmiewaj się z niego, gdy już będzie po wszystkim, bowiem  gdy dojdzie do siebie, będzie bardzo się wstydził – to kolejny charakterystyczny rys Syndromu Jerozolimskiego.

 

Powrót do ciekawostek świata judaizmu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *