Nehemiasz. Ludzie, anioły i demony

     Wiedza, że Nehemiaszowi w pracy przeszkadzały demony, nie od razu została mi dana. Olśnienie przyszło, gdy czytając „pracowitą” księgę przypomniałam sobie rozmowę z dwójką moich znajomych. Mężczyzna jest informatykiem i kiedy zaczynał pracę w korporacji, umiał niewiele. Opowiadał, że czasem przyjeżdżał do domu i bezgłośnie płakał wewnątrz siebie, nie wierząc, że sobie poradzi. Pracował całymi dniami, czasami nocami, prosił ludzi o pomoc, wyjaśnianie problemów. Wreszcie, sam o tym nie wiedząc, stał się dobrym, później lepszym, następnie bardzo dobrym fachowcem. Dryfował w stronę programowania, ale kiedy tylko pokazywał rzecz napisaną przez siebie, spotykał się z ironią, zniechęcaniem, wzruszaniem ramionami, nawet wyśmiewaniem. Próbom wydania skryptu czy programu zawsze towarzyszyły głosy nieprzychylne pełne stanowczych negatywnych ocen. Pewnego dnia po raz pierwszy, kierowany jakimś wewnętrznym instynktem, założył w pracy słuchawki. Słyszał tylko muzykę i swoje myśli. Napisał skrypt, wysłał poza koło wzajemnej adoracji, poza obręb departamentu. Użytkownicy byli zachwyceni, koledzy wściekli. Nauczył się izolować od demonów. Historia informatyka nie kończy się na tym zdarzeniu, ponieważ człowiek ten, do czego się przyznaje, ma w sobie słabość – często upada w wierze we własne siły. Ale o tym opowiem później.

     Również Nehemiasz upadłby w ten sam sposób, gdyby nie miał za sobą potężnego sprzymierzeńca – Najwyższego. Dzięki takiemu sojusznikowi budowniczy kolejnej wersji Jerozolimy radził sobie z demonami, reprezentowanymi przez ludzi i ich charaktery. Złe duchy, które przeszkadzały Nehemiaszowi mają imiona, niezmienne od pierwszych ludzi aż do dzisiaj. Nazywają się: Zawiść, Strach, Zazdrość. Ich ojcem jest lenistwo, matką nienawiść. Lub odwrotnie, jak kto woli.

     Demon zawiści nie pozwala człowiekowi opętanemu przez siebie przejść spokojnie do porządku dziennego nad faktem osiągnięcia przez kogoś innego rzeczy, której nie udało się osiągnąć opętanemu, staje się potworem, jeżeli dodatkowo karmi się poczuciem winy. Innymi słowy, demon zawiści każe sprowadzić swoją ofiarę co najmniej do poziomu słabości tego, w którym zamieszkał.

     Konsekwencją zawiści jest strach. Nehemiasz podniósł z upadku nie tylko Jerozolimę, ale i ludzi. Uwolnił w nich wewnętrzną siłę, wiarę, a jednocześnie zjednoczył w realizacji wspólnego celu. Z jednej strony okazał się charyzmatycznym przywódcą, z drugiej tworzył grupę, która jako silna, umocniona w wierze we własne siły, stanowiła zagrożenie dla możnych, dla władzy.

      Zazdrość jest chyba najłagodniejszym z trzech wymienionych demonów. Demon zazdrości, jeżeli nie współpracuje z demonem zawiści, jest smutny, karmi się żalem do Najwyższego i całego świata, że poskąpiono mu talentu i możliwości, które w darze otrzymali inni. Dopóki jest to tylko żal, demon jest umiarkowanie niebezpieczny, ale kiedy z pomocą przychodzi zawiść, wtedy tragedia jest gotowa.

     Dialog tych dwóch demonów oraz zwycięstwo groźniejszego, znakomicie zostały ukazane w filmowej wizji Milosa Formana „Amadeusz”. Antonio Salieri, człowiek przecież niezwykle pracowity, który złożył nawet ślub czystości za dar tworzenia muzyki, poddaje się i przechodzi od zazdrości do zawiści, a symbolicznym momentem przekroczenia psychicznego Rubikonu jest spalenie krucyfiksu. Jednak w tym przypadku matką demona nie było ani lenistwo ani brak wiary. Tym razem demony obudziła bliskość anioła geniuszu.

      Ten sam anioł towarzyszył również Nehemiaszowi – objawiał się w dyplomatycznych odpowiedziach, kiedy Sanballat i Geszem próbowali zmusić budowniczego do spotkania w Hakkefirim w dolinie Ono, w sposobie przekonywania Żydów, aby darowali długi, w prewencyjnych działaniach, kiedy w najbardziej zagrożonych punktach muru stawiał wartowników. Anioł geniuszu obudził demona strachu, strachu przed koniecznością poddania się bezwzględnej sile mądrości i pracowitości.

     Znajomy, o którym opowiadałam wcześniej jest i mądry i pracowity, jednak słabnie, kiedy złe duchy podchodzą zbyt blisko. Staje się smutny, zniechęcony, bezsilny. Tak opowiada sam o sobie, tak mówi o nim również ktoś jeszcze. Informatyk nie ma komfortu niemal bezpośredniego kontaktu z siłą czystą, dobrą i mądrą, który dano Nehemiaszowi. Dalsza historia domorosłego programisty w jakiś sposób jest zadziwiająca. Poznał kobietę, ateistkę, która aby podnosić mężczyznę w momentach upadku kierowała jego wolę w stronę Sacrum, uczyła szanować, cenić i doceniać pracę, którą wykonywał. W umyśle, czy duszy kobiety pojawiła się dość specyficzna wiara – uwierzyła w wiarę mężczyzny, ale nie w Sacrum. To drugi, teleologiczny aspekt problemów, jakie Nehemiasz napotkał przy odbudowie grodu – celem ich pojawienia się było katharsis narodu żydowskiego oraz nauka, jak budować swoje państwo, jak pokonywać trudności. I udało się. Udaje się również jak na razie naszej dwójce – dzisiaj razem, bez dewocji, ale z szacunkiem dla sił innych niż ludzkie budują związek. Stawiają zasieki, dbając o intymność, montują bramy, uważnie przyglądając się każdemu, kto chce się zbliżyć do ich domu, stawiają straże, aby ochronić się przed demonami złości, zawiści lub zwykłej głupoty. Budują swój dom. Budują swoje Jeruzalem.

Tamar Aneta Izdebska-Lipa